wtorek, 9 stycznia 2018

Jak ja widzę Kościół i kościół oraz siebie w Kościele

Uwielbiam pieśń "Abba Ojcze". Szczególnie jeden jej werset jest dla mnie obrazem Kościoła (jako wspólnoty wiernych). 
Obraz Kościoła po mojemu i nie chodzi o altanki w tle
Bo Kościół jak drzewo życia
W wieczności zapuszcza korzenie.
Przenika naszą codzienność
I pokazuje nam Ciebie
Drzewo owocowe jest dla mnie obrazem Kościoła (jako wspólnoty wiernych) oraz jednocześnie kościoła jako instytucji. 

Wieczność to Niebo. Szczęście wieczne. Trwałe zjednoczenie z Bogiem w Jego radości. 
Głównym, nienaruszalnym i wiecznym pniem jest Jezus Chrystus. Trwałym i "będącym z nami przez wszystkie dni aż do skończenia świata" (Mt 28,20). I tu wszystko jest zdrowe, ponieważ "bramy piekielne go nie przemogą" (Mt 16,18). 
Niestety, byłbym ignorantem, gdybym próbował zaprzeczyć, że w kościele nie ma grzechów. Wiem doskonale, że (wiadomo nie wszyscy) biskupi, prezbiterzy i sami wierni dopuszczają się grzechów wołających co najmniej o pomstę do nieba. Wiem, że istnieje pedofilia wśród księży, wiem, że wielu wysoko postawionych duchownych za bożka postawiło sobie mamonę. Wiem i mógłbym wymieniać dalej. To wszystko wiem i sobie z tego w pełni zdaję sprawę. I rozumiem doskonale ludzi, którzy przez gorszące zachowania czy to biskupów, czy to księży czy tez innych katolików / chrześcijan odeszło od Kościoła. Mógłbym rzec - szczerze im współczuję. I tym samym współczuje też tym przez których takie zgorszenie się dokonało, ponieważ "... kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza... biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie" (Mt 18,6-7 wybrane fragmenty). 
Biskupi oraz szeroko pojęte duchowieństwo to poszczególne gałęzie drzewa, większe i mniejsze konary. Niektóre zdrowe, niektóre chore, niektóre prawie już usychające. 
Wierni to owoce. 
I teraz znowu porównanie. Dobrze byłoby podejść do drzewa z sekatorem i chore konary usunąć i spalić. Tak zrobiłby normalny "ziemski" ogrodnik. Tak przecież ja robię podczas cięć drzew owocowych. Bóg jednak (tak ja myślę) sprawę widzi inaczej. Jemu zależałoby na nie ucięciu konarów ale na ich wyleczeniu. Nie ucinać. Czemu? Bo z każdego konara, każdej najmniejszej gałązki wychodzą owoce. Bóg więc nic na razie jeszcze nie wycina, byśmy my jako owoce mogli rosnąć z nawet tych chorych konarów. 
Tak ja widzę Kościół. Ja jako biolog, nie żaden teolog. Nawet nie wiem, czy ten obraz jest dobry. Nie mam wykształcenia teologicznego. Ja się tylko modlę. Bo każdy taki chory konar jest jednocześnie owocem. I chciałbym, by każdy, przez kogo olbrzymie zgorszenie przychodzi na świat i wchodzi do wspólnoty wiernych w porę się opamiętał oraz tutaj na tej ziemi miał okazję odpokutować, bo tam może mieć przerąbane. Jezus nie powiedział, że będą potępieni oni wszyscy, pomimo, że wielokrotnie mówi o potępieniu. Powiedział "temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza" - czyli kolokwialnie mówiąc - będą mieli przesrane. Modlę się o dobrych kapłanów. Modlę się za złych kapłanów, by się opamiętali. Bo godność i odpowiedzialność kapłana obowiązuje nie tylko na tym świecie ale też na tamtym, w co ja wierzę. Małżeństwo jest do śmierci. Teraz na przykład mógłbym z zupełnie czystym sumieniem związać się ponownie i założyć rodzinę. Moja odeszła. Nic nie stoi na przeszkodzie, bym założył nową rodzinę. I któż wie, może kiedyś a może już nigdy. Tego nie wiem. Jednak godność święceń kapłańskich jest na wieczność, ponieważ Sakrament Święceń jest na wieczność, jak jest napisane w Psalmie 110 "Tyś Kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka" Ps 110,4. 
Proponuję.
Ksiądz Cię w jakikolwiek sposób skrzywdził? Pomódl się chociaż raz za niego. Niech się nawróci.
Ty odszedłeś? Wróć na łono Kościoła i Sakramentów. Ja się nie łudzę. Sakramenty są MI potrzebne do zbawienia. I nie interesuje mnie jakie grzechy ma kapłan. Interesuje mnie możliwość przyjmowania Najświętszego Sakramentu ponieważ "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.  Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim" (J 6,53-56). Kapłani są mi więc potrzebni, bym miał "skąd" przyjmować Ciało Jezusa. Oczywiście pragnąłbym by w kościele (jako instytucji) byli sami dobrzy kapłani, od których mógłbym brać przykład do naśladowania. Jednak nie jest to dla mnie konieczne. Jak jednak pogodzić fakt, że z jednej strony jakiś ksiądz (pomijam stanowisko) gada mi o moralności z drugiej dopuszcza się naprawdę gorszących rzeczy? Taką samą wskazówkę daje mi Jezus teraz w odniesieniu do kapłanów, jak kiedyś w odniesieniu do tamtejszych "kapłanów" (uczonych w Piśmie i faryzeuszy) "Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią.". Także w sumie od 2 tys lat niewiele się zmieniło. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz