wtorek, 9 stycznia 2018

Modlitwa Pismem Świętym i niedawne wydarzenie z życia

Uwaga. Wpis o charakterze religijnym ;-). Dobra. Ostrzegłem to mogę pisać ;-).
W pracy różnie bywa. Różni są ludzie. Jedni pracują rzetelnie, inni się opieprzają, na ile to może być możliwe. Ja staram się pracować rzetelnie. Nie robię z siebie jakiegoś woła roboczego, co pracuje za kilka osób. Zwyczajnie. Mam pracę za która dostaję wynagrodzenie - moim obowiązkiem jest wykonywanie jej uczciwie i rzetelnie. Nie wszyscy jednak mają to podejście. Przyznam Państwu, że na swój sposób mi to przeszkadzało, trochę bolało. Może niektórzy z Państwa mnie zrozumieją. Ja starałem się jak najlepiej wykonać swoja pracę, pomimo, że to żadne ambitne zadania. Zwyczajnie - uczciwie i rzetelnie bez opieprzania się. A są tutaj tacy, co wprost mi powiedzieli, że oni to tu o tak sobie przyszli, trochę dorobić. Co mają się starać. Wywalą to pójdą gdzie indziej. I ja i takie osobistości z sekty "szlachta nie pracuje" dostajemy te same pieniądze. Bolało trochę. Podkablować? Bez sensu. Szkoda nerwów. Skoro im nie zależy to co oni się będą przejmować. Można powiedzieć, że się Bogu trochę wyżaliłem w związku z tym. Pomodliłem się do Ducha Świętego i otworzyłem "na chybił trafił" Biblię. I co czytam? 
Na tej stronie i na tej przypowieści mi się otworzyło - Przypowieść o robotnikach w winnicy
Oczywiście nie będę Państwu przepisywać ani kopiować tej przypowieści. Zainteresowanych odsyłam do Ewangelii wg Marka, Mk 20,1-16. Oczywiście oficjalna interpretacja tej przypowieści jest inna. Ja ja jednak w kontekście swojego problemu odebrałem inaczej. Umawiałem się na określoną wypłatę? Umawiałem. Dostaję ją w terminie i co do grosza. Dostaję. I to jest najważniejsze, bo to JA dostaję to co mi się za pracę należy. To JA mam patrzeć na SIEBIE i SWOJĄ PRACĘ a nie oceniać innych. Wielkie litery celowe. Mi więc krzywda się nie dzieje. Pracuję uczciwie dając świadectwo, dostaję zapłatę, na która się umówiłem i wszystko jest więc jak należy. Pytam się typu "Ok ja jestem w porządku oni nie. Co mam zrobić dalej w takich sytuacjach?. Otwiera mi się Mt 18,15-17 (krótki fragment, więc zacytuję już) "Gdy brat twój zgrzeszy [przeciw tobie], idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik." . Mówię - ok. Pogadałem, powiedziałem, że to w końcu nie w porządku to mnie wyśmiali. Co z reszta było w pełni do przewidzenia. Nie chcę tej sprawy rozdmuchiwać. Nie oni to inni będą tak postępować, a ja jeszcze sobie problemów niepotrzebnie narobię. I moje dalsze wątpliwości typu "Boże ale czemu więc ja wykonuję swoje zadania jak należy o ktoś niekoniecznie? Co ja mam z tego układu?" I tym razem na chybił trafił otworzyłem Nowy Testament i palcem najechałem (z zamkniętymi oczami) na fragment Łk 9,25 (Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?) i zaraz potem 1 J 2, 17 (I świat przemija wraz z pożądliwością swoją; ale kto pełni wolę Bożą, trwa na wieki.). No powiedzmy, że się uspokoiłem. Ja mam robić swoje i nie patrzeć na innych, bo to ostatecznie moje życie i moje zbawienie. 

2 komentarze:

  1. Tak myślałem, że będzie chodziło o robotników w winnicy:) ciekawie się czyta jak Pan to widzi. Polecam czasem otworzyć sobie na chybił trafił, któryś z PSALMÓW też potrafią być zaskakujące aktualne w danej sytuacji życiowej (ale oczywiście nie można się do takiego sposobu niewolniczo przywiązywać "Duch wieje kiedy chce")

    Pozdrawiam i kibicuję

    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zainteresowanie i podzielenie się wskazówka. Dla mnie modlitwa to rozmowa z Bogiem a nie monolog. Skoro ja mówię do Niego, muszę dać Mu szansę się wypowiedzieć. A jeśli nie odpowie akurat w odniesieniu do aktualnej sytuacji? Bóg ma dla mnie zawsze Swoje Słowo i nie koniecznie musi to być jak wypisanie recepty przez lekarza na aktualną dolegliwość. Czasem niektóre sytuacje to sprawdzian. Ja jestem uczniem, Bóg nauczycielem. A jako były n-l wiem, że podczas sprawdzianu nauczyciel milczy. (stwierdzenie z filmu "Bóg nie umarł" nie pamiętam która część) Pozdrawiam.

      Usuń