piątek, 9 lutego 2018

Krótka wędrówka dookoła mojego kompleksu działek

Działki są w takich...nawet nie wiem jak to nazwać. Kompleksy działkowe? Ogrody działkowe? W sumie mi by nawet pasowało określenie osiedle działkowe. Mniejsza z tym. Być może to najmniej prawidłowe określenie, jednak mi osobiście bardzo pasuje - osiedle działkowe. Teren wielu działek, połączonych z sobą, w obrębie jednego dużego ogrodzenia. Dzisiaj postanowiłem sobie swoje właśnie osiedle okrążyć. Jeszcze takiej wędrówki sobie nie robiłem. Blisko mojego osiedla działkowego jest cmentarz. Bardzo spokojne sąsiedztwo ;-). 
Droga w kierunki cmentarza
Droga z tyłu działek, jej początek. 
Ciąg dalszy drogi za działkami
Droga się kończy i trzeba ciut odbić na parking przy cmentarzu
Kilka ujęć z boku na cmentarz, w sumie jego ogrodzenie.
Parking się kończy i znowu wejście na dróżkę za moim osiedlem działkowym.
Idę dróżką...Z prawej strony widoczne małe raczej brzozy

Brzozy, jak widać małe...
Idę dalej...

Cały czas idę...
Idę dalej. Poza rdestowcem po prawej nic ciekawego tutaj nie ma. No i od groma żarnowca miejscami. 

Po jakimś czasie widoczne dwie jabłonie i trochę dzikich bzów...W sumie samych jabłoni tutaj ogólnie jest naprawdę sporo. 
Koniec drogi z działkami.
Skręcam w lewo...
Droga z boku działek, znaczy no...ten...tego...osiedla.
Po prostu droga...Nic ciekawego na razie nie widać.
Mogłem trochę drobnicy drewna do domu zabrać, akurat sporo było posuchu.
Lokalne przydziałkowe wysypisko. Akurat w takich miejscach można czasem ciekawe rzeczy znaleźć.
Znalazłem taki oto kosz. Może mi się przyda. Wziąłem. 
Taki pojemnik po czymś był też.
20 litrowy, cały, wziąłem. Być może przyda się na przechowywanie oleju napędowego. 
Odkryte, wcześniej mi nie znane stanowisko róży.
"Owoce" jak widać już po terminie przydatności do spożycia.
Droga w sumie powrotna już...

Sąsiednie osiedle działkowe...Tutaj ludzie to naprawdę hacjendy mają. I same działki 5 arowe w większości. 
Droga powrotna, z przodu działki...
Cóż... Jedna z wielu wędrówek. Tym razem w tereny dosłownie przyległe i nieznane mi dotychczas. Całość wędrówki, gdyby iść średnim tempem bez zatrzymywania się to raptem pół godziny. Byłoby o wiele krócej, gdyby nie trudność terenu czasami no i zwyczajnie śnieg. Dzięki takim okolicznym, lokalnym dosłownie wędrówkom mam kilka wniosków, którymi podzielę się z Czytelnikami w kolejnym wpisie.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz