wtorek, 13 lutego 2018

Nowe osiedla domów ksero, czyli błąd matriksa

Wczoraj znowu swoim zwyczajem łaziłem sobie. Zaciekawiła mnie architektura nowo powstającego osiedla. Zdaje sobie sprawę, że taki dom to zapewne marzenie dla wielu osób niedostępne. Zaciekawił mnie jednak jeden fakt. To praktycznie domy ksero. Jeden projekt i kilkanaście domów obok siebie. Identyczne. 
Jedno z osiedli
Zdaje sobie sprawę, że identyczności tych budynków wynika z oszczędności w jakimś stopniu inwestora. Jeden projekt i buduje ileś domów.  Wiem,  że taki dom to marzenie wielu ludzi. Przyznam jednak szczerze, że takie ksero osiedle trochę mnie śmieszy. Szkoda że pozwolenie na budowę wogóle w naszym kraju obowiązuje. Dobra. Byłoby to zrozumiałe, gdyby ktoś budował budynek jakiejś publicznej użyteczności. Wtedy wiadomo musi jakieś standardy spełniać. Jednak przypuśćmy,  że jest sobie taki oszołom jak ja, który chciałby wybudować sobie dom bez kanalizacji, bez przyłączenia wody, bez drogi dojazdowej, bez prądu... No mam taki kaprys i już. Powinienem mieć do tego prawo. Budować na swojej ziemii za swoje pieniądze mieszkanie takie jakie chce.  Stać mnie na murowany buduje murowany. Stać mnie najwyżej na taki z płyt,  buduje taki na jaki mnie stać. Chce sobie mieszkać w domu zrobionym z drewna i trzciny ? Dlaczegóż mi nie wolno? By za przeproszeniem zrobić kupę na swoim terenie mogę nie potrzebować do tego kanalizacji. Dobra. Wiem że jakoś na zgłoszenie można. Ale gdybym chciał zrobić sobie lepiankę z gliny powyżej tych 35 metrów kwadratowych, czemu muszę już mieć pozwolenie i specjalny projekt.  Ech... No wpływu na to nie mam. Pozostało mi jedynie sobie pomarudzić.
Może nie widać z powodu odległości ale prezentowane tutaj altanki złe naprawdę nie są... 

Jedna z wielu altanek. Jak dla mnie niczego w niej nie brakuje. Ma swój urok. 
Jest przestrzeń altanki. Jest przedsionek. 



Ta tutaj już naprawdę spora. Kogoś stać było na większą to taką zrobił. 

Porównuje sobie takie budownictwo z altankami na działkach chociażby. Każda inna. Jest w tym pewne piękno. Kogoś stać na malutka ma malutka. Ktoś potrzebuje większej i stać go było na taką? To ma większą. Kiedyś myślałem, że w prostej altance działkowej nie da się godnie mieszkać. Da się. Jak jest technicznie sprawna to da się mieszkać. Ściany za cienkie? To komuś więcej opału zejdzie. Ktoś chce sobie dom na swoim drzewie zrobić? Powinien mieć do tego prawo. Żaden urząd nie powinien mi pozwalać lub nie pozwalać na budowę na mojej ziemi za moje pieniądze jakiegoś domu. No chyba że buduje faktycznie obiekt jakiejkolwiek formy użyteczności publicznej, wtedy faktycznie, niech jest nad tym jakiś nadzór. Wiadomo nie chodzi mi o działki ogrodnicze, bo tutaj nie ma mowy o własnym terenie. Dobra... Pomarudzić też czasem trzeba. 

2 komentarze:

  1. Kuzyn miał kiedyś taki dylemat z garażem - nie dostał pozwolenia na wiatę do samochodu, to postawił sobie wiatę ze specjalnymi kółeczkami, uwspółcześniony wóz Drzymały, stała kilka lat, aż się urzędnik zmienił i pozwolił. Różne są jednak powody odmowy na zrobienie kupy tam gdzie się chce. Mieszkałem kiedyś w sąsiedztwie zakładu przeróbki odpadów mięsnych (kilka kilometrów od epicentrum), przy dobrych wiatrach nie dało się tam wytrzymać. Ludzie lubią podziwiać piękne widoki i gotowi są za to zapłacić, trzeba przyznać, że nie każdy obiekt wybudowany przez człowieka komponuje się z krajobrazem. Z tego powodu tworzy się parki narodowe, żeby jakiś zawzięty właściciel działki nie wybudował tam np. wielkiego komina przemysłowego. Z drugiej strony, zgadzam się i też wydaje mi się niedorzeczny brak alternatywy dla ludzi uboższych. Ten temat to pole do wielu rozważań. Zapamiętałem fragment książki szwedzkiego autora, niestety nie pamiętam jakiego. Napisał on, że kupił mieszkanie ze swojej pensji w centrum Sztokholmu w czasach kiedy takie mieszkanie było w zasięgu możliwości zwykłego człowieka. Pisał o latach sześćdziesiątych. Głębiej w temat nie wnikał, bo książka była o czymś innym ale uświadomiłem sobie, że kolejne pokolenia są coraz biedniejsze bez logicznego powodu. Logiczną koleją rzeczy byłoby bogacenie się kolejnych pokoleń w konsekwencji braku wojny i ciągłej pracy ludzi. Nie sądzę, żeby chciał się Pan zastanawiać wraz ze mną, co jest przyczyną takiego stanu rzeczy dlatego jedynie zwrócę Pana uwagę na inną możliwość. W polskim prawie istnieje definicja obiektu tymczasowego, niezwiązanego z gruntem. Można więc w jakimś miejscu postawić sobie barakowóz mieszkalny lub kontener z łazienką, który można też podłączyć go do prądu i kanalizacji i półlegalnie mieszkać na swoim polu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zainteresowanie, komentarz oraz podzielenie się osobistymi spostrzeżeniami. Odnośnie Pana wskazówki. Na razie daleki jestem do planów zakupu własnej ziemi. Nie przekreślam jednak dążenia do tego w jakiejś nieokreślonej przyszłości. Może za kilka lat, może nigdy. Teraz nie wiem. Podejrzewam jednak, że gdybym się kiedyś na ten krok zdecydował, to oszukałbym jakiejś legalnej możliwości najtańszego wybudowania się. Byc może na zgłoszenie. Wtedy pewnie musiałbym dokładnie przeanalizować możliwe oferty działek budowlanych pod kątem sprawdzenia możliwości budowy domu na zgłoszenie. Dla mnie samego 35 m.kw. to aż za dużo. Przy kosztach życia tutaj mógłbym założyć możliwość zarobienia i odłożenia tych kilkunastu tysięcy rocznie, zakładając odłożenie około tysiąca złotych miesięcznie. Po dwóch trzech latach stać by mnie było na zakup działki budowlanej. Podejrzewam, że za kilka kilkanaście tysięcy dom jakiś wybuduję. Jednak pojęcia nie mam, nie robiłem sobie nigdy żadnych kosztorysów i na prawdę nie badałem tematu. Na razie mi tu dobrze. Do reszty Pana wypowiedzi nie potrafię się odnieść. Pozdrawiam.

      Usuń