sobota, 3 lutego 2018

Wędrówka wzdłuż torów kolejowych

W sobotę postanowiłem się przejść wzdłuż torów kolejowych. A może znalazłbym potrąconą przez pociąg jakąś sarnę...Hm...Tylko tak sobie podczas wędrówki myślałem. Ok. Znajdę. I co dalej? Maczetę wziąłem. Myślałem sobie - jakbym znalazł, to wiadomo, całej do domu nie wezmę. Utnę więc jakiś udziec i będzie mięso dziczyzna. No dobra...Ale mięso może być zarażone czymś. Dobra. Długie gotowanie załatwi sprawę. A może nie jest to wtedy wystarczające? I tak sobie łaziłem i myślałem o tym. Pomimo wykształcenia biologicznego w sumie nie potrafiłem sobie przypomnieć pasożytów jakie są w dziczyźnie. Motylica i te podstawowe były mi znane. Tylko czy długotrwała obróbka cieplna załatwia sprawę. 
Polazłem i tak sobie o tym myślałem...
Myślałem naprawdę o tym. Ok. Mięso może być zdrowe. Ale jak rozpoznam kiedy nastąpiło potrącenie? Może już tak leżeć kilka dni. Zbyt zdrowe by to dla mnie nie było. Cholera. Za dużo dylematów. Kurczaki są po 6 zł/kg, wieprzowina w promocji często 10 zł/ kg. Mięso przebadane, bezpieczniejsze (w mojej prywatnej ocenie). Przeszedłem jakąś godzinę może dłużej. Odpuściłem torowisko. Na otwartej przestrzeni wszedłem sobie w pola i knieje. 

Pole 
Inną już drogą, nie torowiskiem, wracałem do domu.
Nazbierałem liści truskawek na herbatkę.
Połaziłem po kniejach
Powrót do miasta
Drogą dość okrężną...
Żadnej zwierzyny nie znalazłem. Można powiedzieć - na szczęście. Ja nigdy nie miałem zbytnio kontaktu z myśliwymi (czy kłusownikami). Mam zerową orientację w kwestii rozbioru dziczyzny, rozpoznawania jej jakości. Nie jestem w warunkach jakiegoś szczególnego kryzysu, wojny, głodu. Nie chcę ryzykować. No niestety - strach. Zwykły strach. Wynikający z niewiedzy i nieznajomości zagadnienia. Trudno. Nie zbiednieję.
Drewno przy jednym z ogrodzeń.
W sam raz na poranne przepalenie, może nie widać ale ono się pali.
Podczas drogi powrotnej taką kupeczkę drewna przy jednym z ogrodzeń znalazłem. Akurat gospodarz był na podwórku więc spytałem czy się mogę poczęstować. Za pozwolenie wziąłem ile się dało, czyli co grubsze gałęzie sobie odciąłem, resztę zestawiłem na ułożonej kupce. Mam więc trochę żywicznego drewna, w sam raz na rozpałki i poranne przepalenia, na zagotowanie wody.




2 komentarze:

  1. Jak będziesz jeszcze tam to weź jeszcze szyszki do reklamówki, brudzą żywicą, Przydadzą się do palenia. Pozdrawiam Zbigniew.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wskazówkę. Może faktycznie warto i wezmę je przy kolejnej okazji. Pozdrawiam

      Usuń